Dlaczego czujemy się samotni?

SamotnoscBycie „samemu” nie musi oznaczać bycia samotnym. Jednak aktywne uczestniczenie w życiu towarzyskim nie zawsze  chroni nas przed doświadczaniem samotności.  Chodzimy do pracy, spotykamy się z rodziną i znajomymi. A jednak… Doskwiera nam poczucie pustki, tęsknota za bliskością, zrozumieniem, prawdziwym kontaktem z drugim człowiekiem. Odczuwanie samotności zwykle bywa efektem pułapek w myśleniu, odczuwani i zachowaniu, które sami na siebie zastawiamy. Oto kilka najważniejszych z nich.

 

Nie potrafimy zaufać

Zdarza się, że tłumaczymy (innym ale głównie chyba sobie), że nie mamy nikogo bliskiego (przyjaciela, partnera, współmałżonka), bo jeszcze nie trafiliśmy na właściwą osobę. Trafiamy tylko na te niewłaściwe, którym nie warto ufać. Trzymamy się więc na dystans, ze znajomymi, sąsiadami i współpracownikami unikamy osobistych tematów. Chronimy swoją prywatność. Nie wspominamy  o problemach, nie cieszymy się radościami. W skrytości planujemy urlop, a na pytania „Jak było?” odpowiadamy co najwyżej – „W porządku” .

Takie podejście może wydawać się zrozumiałe. Może być nawet poparte wcześniejszymi doświadczeniami, kiedy komuś zaufaliśmy i zostaliśmy zranieni. Może ktoś, kogo uważaliśmy za przyjaciela obgadywał nas za placami, zdradził sekret lub był wprost złośliwy. Jednak, choć nasze obawy mogą wydawać się zupełnie uzasadnione, na dłuższą metę szkodzą nam. Jeśli nie potrafimy wstępnie zaufać innym osobom, nigdy nikogo do siebie nie dopuścimy. A jeśli nie pozwolimy, by ktoś znalazł się blisko nas, skazujemy się właśnie na samotność. Jak mamy mieć bliską osobę obok siebie, skoro nie ujawniamy siebie? Bliskość tworzy się w procesie, nie jest dana poprzez dotknięcie zaczarowaną różdżką. Musimy na nią zapracować. Gdy otwieramy się ze swoimi sprawami dajemy sygnał drugiej osobie, że ją cenimy, chcemy mieć do niej zaufanie, że jej potrzebujemy i jest dla nas ważna. To może skłonić drugiego człowieka, że również będzie chciał być blisko nas.

Otaczamy się niewłaściwymi ludźmi

Kłopot może również tkwić w tym, że nie otaczamy się ludźmi, których lubimy i cenimy, ale takimi, którym coś chcemy udowodnić. Zamiast kierować się ku osobom, które są dla nas najzwyczajniej w świecie miłe, zwracamy uwagę na te, które atakują nas pretensjami i są wiecznie rozczarowane naszymi zachowaniami. Osoby, które są po dla nas miłe, możemy traktować jako mało interesujące. To co nas przyciąga to odrzucenie. Krytyka sprawia, że chcemy się poprawić i za wszelką cenę dążymy do tego, aby przypodobać się atakującej nas osobie. Walczymy o jej względy tak, jakby od tego zależało nasze istnienie. Tak jakbyśmy uważali, że jeśli ona nas zaakceptuje to będzie oznaczało, że jesteśmy wartościowymi, ludźmi.

To, co może nam pomóc w takiej sytuacji, to właściwe umiejscowienie problemu. Najpewniej nie mamy nic wspólnego z tym, że ktoś inny ma kłopot z nieustannym krytykowaniem otoczenia. Jeśli jest osobą wiecznie niezadowoloną i nie potrafi doceniać starań osób wokół niego – wiele traci i sam powinien pomyśleć o zmianie postawy. Nasze starania zadowolenia kogoś, kto ma ewidentną alergię (co najmniej) na nas niewiele zmienią. Możemy łudzić się, że postępując właściwie sprawimy, ze ten ktoś w końcu nas zaakceptuje, ale stracimy tylko mnóstwo energii na walkę z wiatrakami. Jak wiadomo, zmieniać możemy tylko siebie, a nie ludzi wokół nas.

Nieustanne zabieganie o akceptację tych, którzy nas odrzucają, może oczywiście być jedną z przesłanek do podjęcia psychoterapii.

Obwiniamy innych za swoje trudności

„No cóż, nie mam szczęścia, bo ludzie wokół mnie ciągle rzucają mi kłody pod nogi. Rodzice, ludzie w pracy, mąż/żona…”.

Budowa bliskości z drugim człowiekiem to niestety (a może na szczęście) bardzo wymagający proces. Musimy radzić sobie ze złością, kiedy ktoś postępuje inaczej, niż byśmy tego chcieli. Pojawia się zazdrość, kiedy okazuje się, że ktoś inny tez jest ważny. Trzeba radzić sobie z poczuciem odrzucenia, kiedy osoba nam bliska wybiera w danej chwili coś/kogoś innego niż my. I uwaga – te wszystkie wymienione wyżej odczucia są sprawami naturalnymi również we w bardzo satysfakcjonujących relacjach. Sztuka budowania relacji nie polega na unikaniu rozczarowania, poczucia osamotnienia, kłótni, ale na umiejętnym radzeniu sobie z tymi odczuciami. Jeśli czuję się źle, to jako pierwsze rozwiązanie może mi przyjść do głowy, że to wina mojego przyjaciela/współmałżonka/partnera. Takie podejście może przynieść chwilowa ulgę związaną z uwolnieniem się od odpowiedzialności. Na dłuższą metę może jednak nas prowadzić do poczucia cierpienia i osamotnienia. Obwiniając innych, za to jak się czujemy, dajemy im władzę nad nami. Tak, jakby to, co się z nami dzieje nie zależało od nas, ale było w rękach innych, a to ryzykowne podejście. Może więc problem naszej samotności nie polegać na tym, że ktoś nam bliski zachowuje się niewłaściwie i dlatego musimy się odsunąć. Może problem być w naszym braku umiejętności komunikowania naszych potrzeb i oczekiwań. Może po prostu nie potrafimy postawić granic w taki sposób, aby osoba nam bliska wiedziała, czego od niej oczekujemy i czego nam trzeba?

Nie wierzymy w zmianę

„Ja już taki/taka jestem”. To chyba największy kiler motywacji do zmiany. Zakładamy, że cechy, które mamy, nie poddają się zmianie. I że przyznanie, że to i owo chcielibyśmy w sobie zmienić będzie oznaczało, że jesteśmy beznadziejnymi osobami. Albo odwrotnie: stawiamy sobie nierealne wymagania, że z dnia na dzień zmienimy to, co kształtowało się latami. Ponosimy porażkę w tym niemożliwym zadaniu i się zniechęcamy.  Czasem podejmujemy decyzję, że „od dziś zaczynam nowe życie”, ale takie stawianie zmiany na ostrzu noża rzadko wychodzi na dobre. Na zmianę potrzeba czasu, prób i akceptacji możliwości popełniania błędów.

Co prawda zmiana zawsze jest kosztowna i wymaga wysiłku, ale nawet gruntowna odmiana charakteru jest możliwa. Czasem wystarczy zmiana kilku zachowań, pójście na warsztaty z zakresu komunikacji czy asertywności, zmiana środowiska. Przy większych trudnościach w budowaniu bliskich relacji pomocna bardzo może być psychoterapia. Odważne przyznanie, że nie chcę już czuć się samotnym to pierwszy i być może najważniejszy krok ku zmianie.

Autor: Anna Wojciechowska

Psycholog, psychoterapeuta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.